Ostatnio w zurnalach zdarzało mi się praktycznie tylko narzekać, więc teraz o tym, co jest fajne, świetne, boskie.
Może o muzyce, bo to nas kręci wszystkich. No, może nie wszystkich, kiedyś spotkałem osobę, która na pytanie standardowe "czego słuchasz?" odpowiedziała "niczego". Zaskakujące, bo czy wyobrażamy sobie życie bez tego? Zlepek paru dźwięków, ewentualnie akordów, najczęściej okraszonych jakimś tekstem mniej lub bardziej poetyckim. Może nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, ale jesteśmy od muzyki uzależnieni (poza paroma, takimi o jakich wspominałem, wyjątkami).
Przechodząc do konkretów: ostatnio na czele w moim rankingu znaleźli się Muse, James Blunt i Enter Shikari. Mieszanka dziwna i na pierwszy rzut oka niestrawna. Ale w odpowiednich proporcjach dla mnie- odpowiednia. Dżejmsa Blanta (tak nawiasem- nazwisko bliskie wielbicielom zielonego, się mi wydaje) puszczam do spania. Facet sobie coś tam jęczy o pięknej miłości itd, ale ta jego słodkość jest całkiem przyjemna. Działanie podobne do bajek- idealny świat, te sprawy ;). Muse startuje na początek dnia. Bellamy piszczy, drze mordę, wszystko przyprawione całkiem niezłymi riffami daje tego pałera na dzień dobry. Enter Shikari? Na wkurwa, na poszkole, na wieczór. Takie na szatańskie pogo jednoosbowe we własnym pokoju.
No dobra, wyżyłem się. I topniejący śnieg to pedał. No co? Musiałem na coś ponarzekać. Mocz z wami.














Comments
haha, jeszcze jest wersja: - czego słuchasz? - aaa, tego co w radiu puszczają...
Nie gustuje w przez Ciebie wymienionych propozycjach muzycznych, ale od muzyki w ogóle z pewnością jestem uzależniona
--
We're like predators in a maze
--
- Kochanie, a może dzisiaj "na jeźdźca"?
- Jaki najeżdżca?
- Germański, kurwa, oprawca!
--
We're like predators in a maze
--
- Kochanie, a może dzisiaj "na jeźdźca"?
- Jaki najeżdżca?
- Germański, kurwa, oprawca!
--
My Polish is perfect but English... Sory!!
alez to, kurdwa, rzeczywiscie zaskakujace, ze ktos nie slucha muzyki! chociaz ukryta, widac w tym jakas doze, czastke przechwalania sie - cos co czuja dwunastolatki, kiedy nagle odkrywaja, ze Britney jest do dupy, a Nirvana jest super. zachowujesz sie tak samo, dzielisz sie z nami jakze odkrywczymi rzeczami w stylu "-Hej, Mariola posluchaj 'come as you are'!"
ba! powiem wiecej, w ogole jestes odkrywczy - "Zlepek paru dźwięków, ewentualnie akordów, najczęściej okraszonych jakimś tekstem mniej lub bardziej poetyckim." kurde, normalnie, ameryka! czlowieku, dzieki ci, teraz juz wiem, ze to cos slyszane w radiu to zlepek dzwiekow, i o niech szczezne, tekstu poetyckiego! ale jakiego, mniej lub bardziej poetyckiego! no, no, Kolumb ci zazdrosci.
"Szatanskie pogo" i wymienieni przez ciebie artysci, o? a ja przy Eminemie pale czarne koty, podobna sprawa.
Niech Bog ma cie w swojej opiece! (a prawo w bezpiece)
PS mowiac (piszac) bardziej dosadnie: staaary, zaloz sobie pamietnik, schowaj go w szufladzie, bedzie pomocny tobie i twojemu otoczeniu
--
it's a long lonely journey from death to birth
i know i'll never know until i come face to face
with my own cold dead face, with my own wooden case
Nie wiem, może to Czomolungma wysiłku intelektualnego dla adeptów sztuki pisania, ale tu chodzi o to, żeby napisać to, co ja chcę, nie to co Ty. No, ale przepraszam. Nic się nie dzieje, przecież nie będę Cię zmuszał do akceptowania jakiegokolwiek (i OCZYWIŚCIE błędnego) zdania innych. No co ty, Ciebie?
O, Źródło Natchnienia, Kodeksie Jedynych Właściwych Wyrażeń i Tematów, Skarbnico Najlepszych Gustów Muzycznych, Przeciwniczko Ironii Wszelakiej, wybacz. Ja niegodny twojego spojrzenia parobek padam na twarz, wdycham kurz spod twoich butów, byleby tylko utrzymać się w kręgu tych, którzy życie swe zawdzięczają twojej łasce. Amen.
--
We're like predators in a maze
--
it's a long lonely journey from death to birth
i know i'll never know until i come face to face
with my own cold dead face, with my own wooden case
Previous Page12Next Page